Polityczna prostytucja
Zeszło się w rozmowie z Adamem Adamczykiem* na frywolne tematy. Po szczegółowym przeanalizowaniu umiejętności urzędniczek, które muszą czuwać, by mimo upału nie wypuści długopisu z dłoni, przyszedł czas na sekretarki. Zwane są teraz asystentkami. Burmistrzowi przypomniał się stary dowcip, o tym, że dobra sekretarka musi mieć trzy podstawowe cechy: miłą aparycję, umiejętność parzenia kawy i niezachodzenia w ciążę. Śmieszne to było średnio.
Zresztą sam opowiadający śmiać się nie pozwolił. Przypomniał, że jeszcze jakieś 30 lat temu, takie umiejętności to była norma. Dziewczyna miała pracę, jak umiała zaspokoić wszelkie potrzeby szefa. Zwykle zakres obowiązków ustalano z matką. Minęły trzy dekady i niewiele się zmieniło. Pewne jest, że w otwartych dla petentów urzędach nikt nie ma odwagi sprzedawać się w naturze. Jednak teraz sprzedaje się duszę. Dogaduje się każdy z każdym, koalicja z opozycją.
Na końcu wszyscy lądują u szefa. Etat dla syna, awans dla córki, szwagierka w potrzebie i kolega nie ma pracy. Wyciszają poglądy, grzebią ambicje, żegnają się z duszą.
Polityczna prostytucja.
Gdzie honor?
To słowo już wyszło z użycia.
LIDKA GÓRALEWICZ
* burmistrz Trzebini (red. e-wolbrom.info Przedyskutuj ten artykuł na forum.8 postów)
|