Szanowny panie Redaktorze,
piszę do pana, bo ...
nie mogę zgodzić się z
niektórymi stwierdzeniami, które był pan łaskaw zamieścić w swoim
artykule, czy raczej reportażu pt.: „Jak pokonać barszcz?”, i tu aż się
ciśnie na usta odpowiedź, mimo, że rozumiem, iż jest to pytanie z
rodzaju tych retorycznych, - po pierwsze, to trzeba chcieć! Ale ja nie
o tym co się komu, i czy się chce.
Jak już wspomniałem, nie mogę
zgodzić się z twierdzeniem jakoby urzędnikom z wolbromskiego magistratu
sprawa „Barszczu Sosnowskiego” nie była znana, i to jak mniemam od
dobrych kilku, jak nie kilkunastu, lat? A kto wie czy sprawa ta nie
sięga czasów, gdy jeszcze w urzędzie funkcjonował peerelowski twór
zwany Służbą Rolną, dla wszystkich później urodzonych wyjaśniam, że był
to rządowy "doradca", który lepiej od rolnika wiedział – kiedy, co i
jak, siać oraz zbierać.Przedyskutuj ten artykuł na forum.0 postów)
Zapewne Ci troszeczkę starsi
wolbromscy urzędnicy kwestie tej „cudownej paszy” pamiętają. A i Ci
młodsi z racji dość częstych rozrywkowo-rekreacyjnych, nazwijmy to
akcji socjalnych w Domaniewicach nad stawami, a i wycieczek do
„źródełka” roślinę tą wielokrotnie widzieli, bo trudno przecież nie
zauważyć kilkumetrowego „chaberdzia” z liśćmi wielkości dachu „malucha”
czy innego „cientka”. W tym momencie należy oddać sprawiedliwość, bo
jest możliwym by niektórzy, młodzi adepci sztuki urzędniczej nie
skojarzyli, że to jest właśnie osławiony barszcz Sosnowskiego, a w
chwili obecnej, jakoś dziwnym trafem, ta informacja...jak lśnienie,
wdarła się do ich jaźni, a jak już się wdarła... to spowodowała... tak
„porażający” odruch wręcz wirtualnego działania, jak wypowiedzenie
bezpardonowej walki... ”z rozprzestrzenianiem”. Stąd też zapewne w pańskim tekście to stwierdzenie, że „wiadomość o występowaniu tej rośliny w gminie dotarła ostatnio do władz Wolbromia”. No cóż... podobno i Amerykę odkrywano kilka razy.
Panie redaktorze, w pańskim
tekście natrafiłem też, i tu od razu wyjaśniam – ja rozumiem, że to nie
pańskie słowa, bo pisze pan przecież: „Jak powiedziano nam w Referacie...”,
że brak jest podstaw prawnych, aby zakazać uprawy barszczu. A
troszeczkę dalej, podaje pan jednak coś zgoła przeciwnego, pewnie zaś
cytując „referat”, a mianowicie, że problem zostanie rozwiązany „uchwałą Rady Miejskiej podobnie jak uczyniono w Zakopanem”?
I tu przyznam się, że przestałem cokolwiek rozumieć, bo albo Rada
Miejska w Wolbromiu ma jakieś cudowne prawo działania tam, gdzie brak
jest podstaw prawnych (?) – ale to przecież absurd, albo dałeś się pan
„zmanipulować” przez kogoś obawiającego się zarzutu np. o brak
działania, stąd na poczekaniu wymyślił „zasłonę dymną” z Rady.
Wzmianka o uchwale w
Zakopanem, obudziła moją ciekawość by spróbować dociec jakie są
możliwości prawnego wspomożenia walki z barszczem Sosnowskiego. Musimy
pamiętać, że tereny występowania barszczu, czyli tereny Domaniewic,
należą przecież do Zespołu Jurajskich Parków Krajobrazowych, i w tym
momencie staje się oczywiste, że potrzebne instrumenty prawne na pewno
znajdą się w przepisach o ochronie przyrody i ochronie środowiska. Tak
też jest w istocie, wystarczy sięgnąć po tekst ustawy o ochronie
przyrody, by z łatwością odszukać odpowiednie przepisy dotyczące
sposobów eliminacji lub ograniczania istniejących i potencjalnych
zagrożeń wewnętrznych i zewnętrznych. Wręcz dosłownie mówi się, że na
obszarze chronionego krajobrazu mogą być wprowadzone zakazy realizacji
przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko. Czy trzeba
jeszcze coś więcej?
Na przykład Gmina Krasnopol,
położona na dalekim północno-wschodnim krańcu polski, w swoim Programie
Ochrony Środowiska postawiła sobie za cel likwidację „zagrożeń rodzimych gatunków flory i fauny przez obce gatunki inwazyjne np. barszcz Sosnowskiego, rak pręgowany” itd.
Próżno takich rozwiązań
szukać w naszym gminnym programie, ale może nie ma się co dziwić jeśli
również nic nie znajdziemy o ochronie przed gatunkami inwazyjnymi w
Programie Ochrony Środowiska dla Powiatu Olkuskiego z 2004 roku.
Natomiast jest w nim, tzn. programie powiatowym, wiele innych ciekawych
oraz arcyciekawych rozwiązań, jak na przykład: wybudowanie do 2007 roku
zbiornika retencyjnego w Brzozówce i to ze środków Regionalnego Zarządu
Gospodarki Wodnej (tak na marginesie ciekawe czy RZGW wie co ma
finansować), oraz budowa 600 szt. przyzagrodowych oczyszczalni w gminie
Wolbrom również z funduszy poza powiatowych czyli: fundusze
mieszkańców, budżet gminy Wolbrom, Gminny Fundusz Ochrony Środowiska,
SAPARD i inne, - a to wszystko jako zadania koordynowane przez powiat.
Takich i podobnych perełek, o
których wiadomo było już w czasie tworzenia programu, że szanse
realizacji są podobne do szans znalezienia istot rozumnych w...
kosmosie, a przede wszystkim są kompletnym pomieszaniem kompetencji i
uprawnień, w powiatowym programie ochrony środowiska jest wiele,
powiedziałbym nawet, zbyt wiele by móc traktować poważnie ten
„dokument”.
Wracając jednak do naszego barszczu, muszę pogratulować panu, panie
Redaktorze tematu, który potrafił pan wydobyć na „światło dzienne” i
zapoczątkować, tym samym, proces uświadomienia społecznego o źródle,
wielkości i skutkach zagrożenia. Na koniec wypada mi tylko powtórzyć za
panem: „Czy znajdzie się sposób na barszcz Sosnowskiego”... i dodam od siebie, ...w gminie Wolbrom?
Jak zawsze z poważaniem
Leszek Piszczek
|