"Prasa
zgodnie z Konstytucją, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia
prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia
publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej"
W Wolbromiu
działa prywatny portal internetowy "wolbrom. info". Wcześniej
zamieszczał sporadycznie informacje lokalne, ale głównie opierał się na
przedrukach z innych gazet. Pod koniec maja portal ruszył w nowej
formule. Został zarejestrowany jako gazeta internetowa. Jej redaktorem
naczelnym został Andrzej Pasternak, który wcześniej przez rok, od
października 2003 do października 2004, pełnił obowiązki rzecznika
prasowego wolbromskiego magistratu. W portalu zaczęły się pojawiać
teksty jego pióra krytyczne wobec poczynań wolbromskich władz. Taka
sytuacja trwała do 7 czerwca, kiedy późnym wieczorem portal został
zawieszony.Przedyskutuj ten artykuł na forum.11 postów)
Następnego dnia odwieszono go o
godz. 9.41 rano. Pojawiła się lakoniczna informacja o zmianie redaktora
naczelnego. Podano dane osoby, która teraz pełni te obowiązki. Co
ciekawe - z archiwum portalu zostały usunięte trzy artykuły autorstwa
Pasternaka, krytyczne wobec władz miasta, a były naczelny dowiedział
się o tym, że nim już nie jest, z... internetu (!). - Byłem
zaskoczony decyzją wydawcy o bezwarunkowym zawieszeniu działalności
dziennika internetowego wolbrom. info bez jakichkolwiek konsultacji ze
mną. Jeszcze bardziej wstrząsnął mną fakt usunięcia przez wydawcę moich
krytycznych tekstów. Ocenzurowanie serwisu stawia pod wielkim znakiem
zapytania ideę niezależnego dziennikarstwa w warunkach presji
władz. Bo chyba nikt rozsądny nie uwierzy, że te działania nie były
związane się z jakimiś formami nacisku - komentuje były naczelny.
"Nie wolno utrudniać prasie
zbierania materiałów krytycznych ani w inny sposób tłumić krytyki...
Kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową - podlega grzywnie albo karze
ograniczenia wolności... Tej samej karze podlega, kto nadużywając swego
stanowiska lub funkcji działa na szkodę innej osoby z powodu krytyki
prasowej opublikowanej w społecznie uzasadnionym interesie"
O komentarz zwróciliśmy się do Wojciecha Szoty, redaktora naczelnego "Wieści Wolbromskich", prywatnej gazety w Wolbromiu.
- Histeria Urzędu Miasta i
Gminy Wolbrom w związku z kilkoma krytycznymi artykułami Andrzeja
Pasternaka pokazuje, jak daleko wolbromska władza samorządowa oderwana
jest od życia. Lokalne powiązania i układy są głównym narzędziem
sprawowania władzy. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że już bodaj siedmiu
radnych Rady Miejskiej w Wolbromiu postarało się o zatrudnienie swoich
najbliższych w urzędzie lub jednostkach mu podległych. Pytanie, czy w
przypadku odwołania pana Pasternaka można domniemywać, że były naciski
na wydawcę, który według moich informacji, wykonywał bądź wykonuje
usługi na rzecz Urzędu Miasta i Gminy w Wolbromiu. Tym sposobem po raz
kolejny knebluje się usta krytyce. Mnie to akurat nie dziwi. Redagując
lokalny dwutygodnik "Wieści Wolbromskie" spotykam się na każdym kroku z
blokowaniem dostępu do informacji publicznej. Na porządku dziennym jest
odmowa udzielenia ustnej informacji, co powoduje konieczność pisania
próśb do jaśnie wielmożnych państwa urzędników, aby łaskawie raczyli
udzielić najprostszych informacji. Nie muszę chyba dodawać, że
lakoniczne odpowiedzi udzielane są w najodleglejszym możliwym terminie.
Przykład z ostatnich dni. Na początku czerwca zwróciłem się pisemnie do
wolbomskiego magistratu z prośbą o odpowiedź na kilka pytań. Kiedy
mijał przewidziany prawem prasowym termin, jaki urząd ma na odpowiedź,
otrzymałem pismo z Urzędu. Poinformowano mnie, że z uwagi na bardzo
obszerny zakres pytań odpowiedź będzie udzielona w późniejszym
terminie. Dokładnie 18 sierpnia. W ten sposób to można redagować
rocznik, a nie gazetę - denerwuje się Szota".
"Kierownicy jednostek
organizacyjnych są obowiązani umożliwić dziennikarzom nawiązanie
kontaktu z pracownikami oraz swobodne zbieranie wśród nich informacji i
opinii (...) Nikt nie może być narażony na uszczerbek lub zarzut z
powodu udzielania informacji prasie..."
Na początku swojej krótkiej,
acz burzliwej "redaktorskiej" kariery Andrzej Pasternak zwrócił się do
naszej redakcji z prośbą o wywiad. Na pytanie, czy możliwe są
niezależne media lokalne, odpowiedziałem: "Czasami trudno jest zachować
niezależność dziennikarzowi gazety samorządowej, którego pracodawcą
jest burmistrz, a często aż ręka świerzbi, żeby tego burmistrza
skrytykować. Pytanie: co wtedy? Tutaj dużo zależy od mądrości zarówno
dziennikarza, jak i burmistrza. Czasami ten pierwszy woli mieć "święty
spokój" i omija drażliwe tematy, a ten drugi wyobraża sobie, że
dziennikarz, to taki klakier, który z zachwytem opisze wszystkie
pomysły pryncypała. Bywa jednak tak, że dziennikarz samorządowy
poważnie traktuje swój zawód i w sytuacjach konfliktowych opisuje racje
obydwóch stron. A burmistrz pamięta, że burmistrzem się bywa, a kiedy
przegra wybory i będzie w opozycji, to też będzie chciał mieć dostęp do
łamów samorządowego tygodnika, czy miesięcznika. Jeśli chodzi o
dziennikarzy mediów prywatnych, tutaj sprawa jest znacznie prostsza. Co
nie znaczy, że i oni nie są wolni od różnych nacisków."
Gdybym dzisiaj odpowiadał na to
pytanie dodałbym jeszcze, że burmistrz, czy wójt, który utrudnia
zbieranie informacji dziennikarzom, poza tym, że łamie prawo, wykazuje
się brakiem szacunku. Nie dla nas dziennikarzy, bo nam akurat na tym
nie zależy, ale wobec mieszkańców, swoich wyborców.
*
W tym kontekście ciekawe są
również losy innego pisma w powiecie olkuskim - miesięcznika "Głos
Bukowna", wydawanego przez tamtejszy Miejski Ośrodek Kultury. Po
ostatnich wyborach samorządowych zmienił on swe oblicze. W jego pracę,
niejednokrotnie społecznie, zaangażowało się wielu ludzi, którym na
sercu leży dobro miasta. Starali się ożywić gazetę. Część z nich była
kojarzona ze zwolennikami pani burmistrz, więc wydawało się, że
obejdzie się bez zgrzytów.
Ale dość szybko doszło do
konfliktów wokół gazety. W listopadzie ubiegłego roku jeden z radnych
złożył na sesji wniosek o likwidację "Głosu". Radni zdecydowali, że
muszą się spotkać z zespołem redakcyjnym. Na spotkaniu sprawa rozeszła
się po kościach. Radni i władze miasto dużo mówili o tym, że krytyka
jest potrzebna, ale też uznawali, że zbyt mało pisze się w miesięczniku
o pracach rady, uskarżali się również, że informacje ukazujące się w
gazecie, a dotyczące pracy rady, nie są do końca sprawdzone.
Teraz sprawa wraca. Niedawno
komisja rewizyjna Rady Miejskiej uchwaliła wniosek, w którym zwróciła
się o przeanalizowanie celowości wydatków na Głos Bukowna i
zaproponowała wydawanie wkładki informacyjnej do innej gazety lokalnej.
Członkowie komisji twierdzą, że artykuły w "Głosie" nie odzwierciedlają
pracy rady i burmistrza. O tym fakcie szeroko napisał w ostatnim
numerze pisma jeden z redaktorów, komentując, że jest to preludium do
likwidacji gazety. Podniósł przy tym, że gazeta znajduje stale około
500 odbiorców, z czego można domniemywać, że czyta ją około 2 tys. z 11
tys. mieszkańców. - Niedwuznacznie zasugerowano nam, abyśmy zmienili
styl pisania na mniej kontrowersyjny dla władz miasta i radnych. W
efekcie dwie osoby zrezygnowały ze współpracy z Głosem - mówi Jacek Janda, były dziennikarz gazety.
W tym samym numerze gazety
ukazała się wkładka przygotowana przez władze miejskie. Podkreślają
one, że skorzystały z przywileju wcześniejszego przeczytania niektórych
artykułów w gazecie i - nie chcąc stosować cenzury prewencyjnej -
odpowiedziały na kilka tekstów. Władze podkreślają, że wniosku komisji
nie odczytują jako zapowiedzi likwidacji gazety, a raczej traktują go
jako przyczynek do dyskusji o sposobie przekazywania informacji o
pracach rady. Zdaniem władz miasta, gdyby były inne intencje radnych,
to przy uchwalaniu budżetu dokonano by zmian w wydatkach przeznaczanych
na gazetę. - Moja odpowiedź miała za zadanie uspokoić zbyt napiętą
atmosferę. Wydaje mi się, że brakuje szerszej dyskusji pomiędzy radnymi
a zespołem redakcyjnym, w której można by wyjaśnić wszystkie
kontrowersje - uważa sekretarz miasta Robert Nielaba.
Jacek Sypień
PaweŁ Zieliński
Wutłyszone fragmenty są cytatami z Ustawy "Prawo Prasowe". |