|
Szanowny panie Redaktorze,
piszę do pana bo nie mogę się zgodzić z niektórymi kwestiami poruszonymi w artykule „Śnięte ryby w Zalewie”. W
krótkich, a jak dla mnie, w zbyt krótkich słowach opisał pan powtórny
przypadek śnięcia ryb w jedynym w powiecie olkuskim tak wielkim
zbiorniku wodnym jakim jest „Zalew Wolbromski”.
Pisze pan, że zacytuję: „W wolbromskim Zalewie znowu pojawiły się śnięte ryby”,
a ja dodam, że można się spodziewać „powtórki” z 15 czerwca 2003 roku,
kiedy to wyginęły tony leszczy, szczupaków i płoci, a to z tej
oczywistej przyczyny, że w okresie od katastrofy do dnia dzisiejszego z
jakością wody w zalewie, ani w ciekach go zasilających, nic znaczącego
się nie stało. Groźba
ta jest tym większa, im liczniejsze czekają nas serie upałów przy
malejącej średniej opadów na naszym ternie. Trochę mi szkoda, że
chociaż na chwilę nie skupił się pan w swoim artykule na przyczynach
śnięcia ryb. Natomiast alarmujące jest pańskie doniesienie o ponownym zarybieniu Zalewu!Przedyskutuj ten artykuł na forum.0 postów)
Jeśli
ten fakt jest prawdziwy to osoba lub osoby, które tego dokonały, albo
za fakt zarybienia odpowiadają, powinny spodziewać się dużych
perturbacji w zetknięciu się z wymiarem sprawiedliwości. Poprzednim
razem gdy nastąpił „rybi armagedon” policja pod nadzorem prokuratury
prowadziła postępowanie, które miało na celu ustalić sprawców albo
osoby odpowiedzialne za „znaczne zniszczenie w świecie zwierzęcym”
– bo tak w kodeksie karnym jest klasyfikowana katastrofa, która nas
wszystkich dotknęła, a sprawcom groziło pozbawienie wolności od 3
miesięcy do lat 5. Pomijając fakt, który może wymagałby osobnego
potraktowania, że śledztwo zostało umorzone, to jednak trzeba przyznać,
że miało i ma ono kolosalne znaczenie dla teraźniejszości jak i
przyszłości Zalewu.
W toku śledztwa ustalono ponad wszelką wątpliwość, że mimo obowiązku
wynikającego z instrukcji użytkowania zbiornika, to jest osuszania go
co dwa lub trzy lata i mimo obowiązku jego ponownego napełnienia wodami
wiosennymi, to przez cały dwudziestoletni okres istnienia zalewu nie
uczyniono tego ani raz. Skutek? Ciągły proces osiadania zbutwiałej
roślinności i innych organicznych części wytworzył dość pokaźny,
miejscami nawet półtora metrowy, muł denny. Następnie,
również ponad wszelką wątpliwość ustalono, że do zalewu były
odprowadzane (i pewnie są odprowadzane nadal) ścieki z szamb (i nie
tylko) okolicznych domostw znajdujących się w dorzeczu potoków
zasilających zbiornik w wody. Skądinąd wiem, że urząd, który
doprowadził do jednorazowego ujawnienia kilkudziesięciu przypadków,
bezpośredniego nawet, odprowadzania ścieków do zalewu, nigdy nie
zakończył postępowań i nie wystąpił o nałożenie podwyższonych opłat za
użytkowanie środowiska w stosunku do osób, które bez pozwolenia na „wprowadzanie ścieków do wód lub do ziemi” zanieczyszczały latami Wolbromski Zalew. Czy tutaj trzeba jeszcze coś dodawać?
Wydaje
mi się, że sytuacja jest jednoznaczna, wynika z niej niezbicie, że od
kilkudziesięciu lat mieszkańcy zatruwający swoimi ściekami wody zalewu
korzystają z „milczącej zgody” organów ochrony środowiska zarówno tych
lokalnych jak i wojewódzkich. Nawet ta pewna ilość mandatów nałożonych
przez Straż Miejską nie zmienia sytuacji, powiedziałbym, że wręcz
odwrotnie, stwarza pewnie niezamierzoną, ale również atmosferę
przyzwolenia, bowiem delikwenci którzy dali się przyłapać po zapłaceniu
czują się niejako „rozgrzeszeni” bo cóż, przecież zapłaciłem, to
mogę... do następnego razu...
Trzecia,
ostatnia sprawa, którą śledztwo nie tyle ujawniło ale wyciągnęło na
światło dzienne, to sprawa eutrofizacji zbiornika wodnego jakim jest
nasz zalew. O eutrofizacji pisał biegły powołany w śledztwie. Pierwszy
raz wtedy usłyszałem, że jak jest za dużo substancji pokarmowych, to
nie jest dobrze i mamy wtedy do czynienia z eutrofizacją zbiornika.
Śledztwo ujawniło, że w wodach zalewu były wielokrotnie przekroczone
dopuszczalne ilości związków azotu i fosforu, czyli substancji
doprowadzających do nadmiernej zasobności pokarmowej, a źródłem tego
jest człowiek i wytwarzane przez niego ścieki, zanieczyszczenia, nawozy
sztuczne spłukiwane do zbiornika. W skrajnych przypadkach może nastąpić
taki rozwój glonów i planktonu, który może spowodować zupełny zanik
tlenu i rozpoczęcie procesów beztlenowych, z wydzielaniem siarkowodoru
i metanu włącznie (mało ciekawy zapach wody), a następnie gwałtowny
rozwój sinic (tzw. zakwit), aż wreszcie masowe obumieranie tychże,
doprowadzające do uduszenia się większości żywych organizmów w tym ryb
– efekt „przyduchy”. Biegły,
co prawda nie potwierdził (ani też nie zaprzeczył), aby przyczyną
eutrofizacji było nadmierne zarybianie zbiornika karpiem, który jako
ryba spokojnego żeru, w przeciwieństwie do drapieżników, wytwarza duże
ilości odchodów zasobnych w związki azotu i fosforu, ale tylko dla
tego, że nie dostarczono mu danych o wielkościach rocznych zarybień. O
co tu się rozchodzi? W
przypadku corocznych zarybień, w przeważających ilościach karpiem i
innymi szybko rosnącymi (a większości „wędkarzy” głównie to ma na
względzie) rybami spokojnego żeru, można przypuszczać, że takie
postępowanie mogło razem z już wspomnianymi zdarzeniami, przyczynić się
w znacznym stopniu do eutrofizacji Zalewu Wolbromskiego i w
konsekwencji do masowego śnięcia ryb.
Taka
też była konkluzja kończąca śledztwo, które co prawda nie ujawniło
sprawców. Ale czy na pewno? Organ który prowadził postępowanie, po
umorzeniu śledztwa skierował, prawdopodobnie tylko do urzędu,
wystąpienie w którym doradzał aby dołożyć wszelkich starań w celu
likwidacji zagrożeń dla środowiska związanych z odprowadzaniem ścieków
bytowych do zalewu oraz właściwą, zgodną z instrukcją eksploatację
zbiornika. Czy w takim razie nie oznaczałoby to wykrycia „sprawcy”? No
może i nie...
W komentarzu redakcyjnym pisze pan: „Czy
w związku z tym, że w wyniku własnych, błędnych decyzji samorząd
utracił możność administrowania tym zbiornikiem, zaczęło mu być
obojętne, co się dzieje na terenie gminy? A
ja pana zapytam: czy nie uważa pan, że cały ten okres w którym,
wymieniony przez pana Samorząd (czytaj – urząd), administrował
zbiornikiem nie świadczy o kompletnej ignorancji stanem i losami Zalewu
Wolbromskiego? Dzisiaj cuchnąca woda, śnięte ryby, zdemolowane:
kąpielisko, przystań i nabrzeża, dobitnie świadczą o całkowitym braku
zainteresowania zalewem przez kogokolwiek. I taki stan rzeczy jest nie
od dziś, a od kilkunastu lat. Czasem coś się naprawi, jak coś zagraża,
na przykład powodzią albo wystające pręty plażowiczom. Ale ogólnie
rzecz ujmując to nikt nie miał, i jak widać nie ma pomysłu, co z tym
śmierdzącym „fantem” zrobić.
Nie wiem czy pytał pan, kogokolwiek o cykliczne badania
fizyko-chemiczne zalewu, które winny być wykonywane przynajmniej raz w
miesiącu przez tego, kto zarybił akwen? Ja wiem, że tylko raz takie
badania były robione i to po pamiętnym śnięciu ryb w 2003 roku, bo do
innych badań nie udało mi się dotrzeć pomimo, że bardzo się starałem je
uzyskać do pracy nt.: „Rewitalizacja zbiornika retencyjno-rekreacyjnego
Zalew Wolbromski”. Co
prawda w sezonie nazwijmy to „kąpielowym” są robione, i to dość często,
badania sanitarno-epidemiologiczne, ale tylko na obecność bakterii, a
nie składu chemicznego i właściwości fizycznych wody, a tym bardziej na
zawartości i zapotrzebowani w tlen. Pomimo istniejącego cały czas
obowiązku, latami takich badań nie robiono, a i teraz się ich nie
robi.
A co do tej wyświechtanej (przepraszam za kolokwializm) tezy, którą niestety i pan powtarza, jakoby na skutek błędnych, własnych decyzji samorząd coś utracił,
to sprawa jest diametralnie inna. Mianowicie, to na skutek kłamstwa i
oszustwa próbowano wyłudzić prawo własności dla gminy, kiedy to przez
sztuczne i nadmierne obniżenie lustra wody w zalewie przez nagły i
wielki jej zrzut do Potoku Centary, a to w przeddzień wizyty komisji
wojewódzkiej, próbowano stworzyć wrażenie, że zalew nie ma odpływu! A
jakże, jaki odpływ?... Odpływu nie ma, a więc jest to woda stojąca!
Zapomniano jednak o tym, że przy okazji nagłego upuszczenia wody
podtopiono nieruchomości sąsiadów i cała sprawa się wydała a woda z
zalewu i tak w czasie kontroli wypływała. Ciekawi pana może, kto za te
próby mistyfikacji iście teatralnej był odpowiedzialny, kto tą akcją
kierował, a kto był inspiratorem? Mnie też to ciekawiło, ale doszedłem
do dość nieciekawych ustaleń, więc listę osób przemilczę. W
ogóle ten cały „zgiełk” na temat: czyj powinien być Zalew, Gminy czy
Państwa, już dawno stracił jakiekolwiek znaczenie. Lecz nadal wielu
nieświadomych faktu, że już od paru lat, nawet gdyby zalew był
własnością gminy, to i tak urząd nie mógłby nim administrować, dalej
opowiada niestworzone androny i roztacza różne kolorowe wizje i bajdy.
Słyszałem nawet ostatnio, że uzdrowić całą sprawę ma wydzielenie z
zalewu potoku, który niegdyś płynął jego środkiem. Tylko kto te wody
potoku od wód zalewu będzie oddzielał to naprawdę nie wiem, był co
prawda taki co po wodzie chodził ale o zaangażowaniu go mowy być nie
może. Niczym jak u Witkacego – „panie kolego, po prostu paranoja jest goła”.
A
stan faktyczny jest taki, że takie zbiorniki jak Zalew Wolbromski
wchodzą w skład tzw. wód publicznych (art. 10 prawa wodnego), a te
niezależnie, czy są państwowe, czy gminne zostały wyłączone z obrotu
cywilnoprawnego, a wydzierżawianie na cele rybackie przekazano w ręce
Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej, do których należy kontrola i
nadzór nad jakością wód oraz kontrola prawidłowej gospodarki
zarybieniowej. A wie pan od kiedy tak jest? No niech pan sobie
wyobrazi, że od lipca 2001 roku!
I
na koniec wrócę do sprawy ponownego zarybienia Zalewu Wolbromskiego.
Jeśli to prawda, a nie kaczka dziennikarska (tak jak z tym rowerem
ufundowanym na Dzień Dziecka jakoby przez urząd, gdzie fundatorem
faktycznie był pan Grzesiek R.), to w przypadku spodziewanej
„przyduchy” będzie bardzo prosto wskazać winnego z art. 181 KK. Byle
nie dostało się jak zwykle tym najmniej winnym społecznikom, którzy
chcieli dobrze, ale zaufali tym, którzy winni wiedzieć, a z lenistwa
lub samouwielbienia nie wiedzieli.
Leszek Piszczek (od 19 listopada 2002 r. do 1 września 2004 r. Z-ca Burmistrza Miasta i Gminy Wolbrom)
Ps. Napisałem do
pana ten list ponieważ uważam, że przez pewien czas byłem
współodpowiedzialny za poruszone przez pana w artykule sprawy i wydaje
mi się, że pewne aspekty wymagały odpowiedzi lub wyjaśnienia. A to co
pan zrobi z tym tekstem pozostawiam do pańskiego uznania.
Ps. 2 W
związku z tym, że Pan Redaktor nie „zdążył” (bo przestał być
redaktorem), z tym listem nic zrobić, postanowiliśmy go
opublikować na www.e-wolbrom.info.
|