Niewinne
zapytanie Leszka Piszczka skierowane do burmistrza Miasta i Gminy Wolbrom w
sprawie planów komunalizacji Zalewu Wolbromskiego wywołało potężną falę zamętu
w poczynaniach naszego magistratu. Stan pomieszania można chyba porównywać
tylko do efektów tegorocznego sezonu cyklonów na wschodnim wybrzeżu USA.
Główny
menedżer naszej gminy, w oczywisty sposób lekceważąc obywatela, zignorował jego
publiczne zapytanie „zawalając” wszystkie terminy odpowiedzi. Dopiero, kiedy
sprawa mówiąc obrazowo „się rypła”, a zapytanie urosło do formy oficjalnej
skargi, główny menedżer naszej gminy został zmuszony do publicznych tłumaczeń. Chociaż
tak do końca trudno powiedzieć, czy brak odpowiedzi wynikał z permanentnego
dotychczas braku poczucia obowiązku, czy też może w tym wypadku... chodziło
raczej o prywatną zawiść i niechęć w stosunku do autora skargi - byłego
wiceburmistrza i bliskiego współpracownika.
Przedyskutuj ten artykuł na forum.0 postów)
Wypracowywane
w pocie czoła konstrukcje z paragrafów mające na celu dowieść, że skarga jest
tylko po części skargą zasadną, mają się do rzeczywistości, jak przysłowiowy
piernik do wiatraka. Bowiem pracownicy magistratu nie ośmielili się zakwestionować
wniosków dwóch komisji Rady Miejskiej podkreślających, że niezależnie od
analizy prawnej treści skargi, należało bezwarunkowo odpowiedzieć na pismo z
zapytaniem w terminie. Zupełnie więc nie rozumiem, na co komu cała ta sofistyka
radcowska, kiedy powód skargi leży w oczywisty sposób zupełnie gdzie indziej.
Widać dla urzędników i radców prawnych UMiG nie przypadkowo bogini Temida -
apoteoza sprawiedliwości ma zawiązane oczy... ale otwarte kieszenie! To się
nazywa ponoć „etyka korporacyjna”...
Pikanterii
tej kolejnej aferze w wolbromskim magistracie dodaje rozbrajająca szczerość
naszych, momentami do bólu infantylnych urzędników, którzy nie mogli tym razem
przygotować odpowiedzi: „Bo kartka z treścią skargi zawieruszyła się gdzieś w gazetach"
(przytaczam tutaj relację z posiedzenia Komisji Rewizyjnej, przekazaną przez
radnego Gorgonia, a opublikowaną w poprzednim numerze „Wieści Wolbromskich”).
To jest
prostolinijność, która zapiera dech w piersiach! Przyznam szczerze, że naprawdę
niewielu idiotów byłoby stać na odwagę użycia publicznie argumentacji tak
kompromitującej siebie i instytucję, którą się reprezentuje. A i tak, jak znam
życie, główny menedżer naszej gminy, zapewne awansuje tego niedorajdę
życiowego, zamiast go po prostu zwolnić!
Z tego
studium bezmyślności kierownictwa magistratu wynika jasno, że żaden skandal ani
blamaż nie są w stanie zachwiać ich niezłomną wolą trwania na stanowiskach do
końca... No cóż, jedyne czego w tej sytuacji można im pogratulować, to tępego uporu!
* * *
Skarga na
magistrat wystosowana przez Leszka Piszczka najwięcej niszczycielskiego spustoszenia
poczyniła jednak w umysłach radnych. Członkowie rady przerazili się nie na
żarty koniecznością wyboru pomiędzy praworządnością, a „widzi mi się"
głównego menedżera naszej gminy. Ze strachu przed ewentualnym menedżerskim
gniewem - który przecież mógłby się przerodzić w zwolnienia członków ich rodzin
z urzędniczych posad - w końcowym głosowaniu większość opowiedziała się za... swoim
prywatnym interesem!
Na co komu
demokracja i samorządność, jeśli główny menedżer naszej gminy obrazi się na
radę za to, że nie poparła jego pseudo prawnego stanowiska w sporze z
obywatelem? Czy w imię interesu publicznego należy narażać swoje rodzinne
interesy, na które pracowało się przecież przez całą kadencję? Widać klarownie,
że wolbromscy radni nie mieli większych dylematów w sytuacji, kiedy powinności
publiczne zaczęły kolidować z ich prywatą!
Żałosna
gra w przyzwoitość, wobec głównego menedżera naszej gminy, zamieniała się w tym
przypadku w kompletną tragifarsę. Za uznaniem skargi za bezzasadną - a więc
ignorując argumentację Leszka Piszczka - głosowała większość radnych i to wbrew
stanowisku Komisji Rewizyjnej. Rada Miejska w Wolbromiu najwyraźniej
zagłosowała przeciw wnioskom swojego „sumienia". Wygląda to na stan
głębokiej schizofrenii, bowiem najpierw rada zleciła szczegółowe zbadanie
skargi właśnie Komisji Rewizyjnej, a później w trakcie głosowania
zdyskredytowała niewygodne „politycznie" stanowisko komisji!
Zadziwiające
jest również, że samo prezydium Rady Miejskiej wstrzymało się od głosu.
Zastanawiam się, czy przewodniczący rady nie zdążyli sobie wyrobić zdania nawet
po dwóch sesjach poświęconych skardze? A może - tak na wszelki wypadek - nie
chcieli się narazić żadnej ze stron. Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek...
przed przyszłymi wyborami?
* * *
Wielce
enigmatyczny wydaje się w końcu oficjalny komentarz dotyczący planów
komunalizacji Zalewu Wolbromskiego, wygłoszony przez pracowników magistratu na
sesji Rady Miasta. Przyznają oni, że owszem na zlecenie UMiG wykonano pewne
prace geodezyjne na obszarze Zalewu, ale nie mają one jakoby żadnego związku z
komunalizacją.
Nasuwa się
zatem pytanie, z czym w takim razie mają związek? Po co wydaje się publiczne
pieniądze i dlaczego główny menedżer naszej gminy nie potrafi wyjaśnić
celowości tych wydatków? Czyżby magistrat starał się zatuszować kolejną aferę?
Jeśli zatem główny menedżer naszej gminy, który najpierw akceptuje wydatki
budżetowe, by po ich upublicznieniu nabrać wody w usta, nie zacznie wyjaśniać
swoich decyzji w tej sprawie, to „popłynie" również na problemach Zalewu.
I to tak, jak na reklamie - z siłą wodospadu!
paj |