Dobra teraz trochę z innej beczki.
Czy zastanawialiście się kiedyś, chodząc po naszych ulicach, jak one wygladają?
Oczywiście mówię tu o komunikacji pieszej, tam gdzie ona się znajduje, a nie tam gdzie nie jej nie ma, a powinna być (a to już inny temat, a może i nie? hmm…

Idę przez rynek i się nie potykam o brakujące kwadratowe płyty chodnikowe, ale za to i tak w końcu leżę na glebie, bo płytki na schodach do sklepów straciły swą antypoślizgowość? Cóż za wspaniały pomysł. W ten czy inny sposób i tak staniesz się człowiekiem upadłym. Pewnie dlatego nie ma już kocich łbów, bo ludzie chodzący po jezdni mogliby się przewrócić? hmm.. Wstrętne, brzydkie kocie łby, a fe, be, ohyda..
No ale przecież mogę patrzeć pod nogi, szczególnie nocą, gdy widzę po czym idę dzięki latarniom i dzięki koszom na śmieci. Więc idę dalej i patrzę sobie na kolorowe elewacje, mając nadzieje, że interieur rynku nie przybierze wszystkich kolorów tęczy. Oczywiście oglądam te elewacje, które nie są przysłonięte wiszącym praniem, ale za to mogę podziwiać bieliznę
Ot takie to moje czepialstwo jest (przynajmniej co do niektórych rzeczy)
Ale na pewno zacznę protestować jak ktoś wpadnie na wspaniały pomysł ( już niestety zrealizowany w innym zakątku Wolbromia) na obsadzenie potłuczonymi talerzami jakiejś fasady w rynku lub przy głównych ulicach.
PS. I tak gwoli ścisłości – nie jestem żaden Migdał ino Migdal